Sprostać wierszem 2017

Wśród 317 zestawów nadesłanych w tegorocznej edycji konkursu

Pani Mirosława Pajewska - poetka,

i Pan Maciej Szczawiński - (przewodniczący jury), ceniony krytyk literacki, poeta, dziennikarz i twórca radiowy, autor zbioru wierszy, książek eseistycznych, licznych publikacji prasowych i dramatów zrealizowanych w Teatrze Polskiego Radia

nagrodzili:

I miejsce - Godło: „LOVATO" - Aleksandra Guja z Jaworzna

II miejsce - Godło: "Stawiam na Anatola B" - Patryk Kosenda z Krakowa

III miejsce - Godło: „Cigarettes after sex" - Kacper Płusa z Łodzi

wyróżnienia:

Godło: „ELEONORA" - Magdalena Cybulska z Łodzi

Godło: „KRUK" - Mirosław Kowalski  z Mysłowic

Godło: „URWIPOŁEĆ" - Krzysztof Szubzda z Białegostoku

I miejsce: godło LOVATO – Aleksandra Guja z Jaworzna

 

"sad"

Wchodzę do sadu

Rozglądam się po drzewach

Fioletowy pień wynurza

Się spod czarnej farby

Która ma nam przypomnieć

O żałobie

spuszczam wzrok

Żeby zobaczyć

Kolejne

Było wysokie

Ale ścięto je niedawno

Żebyśmy nie zauważyli

Że się starzejemy

Zgłodniałam

Ale na następnym

Znalazłam tylko sztuczne jabłka

Żebyśmy nie myśleli

O braku potomstwa

Czwarte spróchniałe

I wycięte

Bo taka jest kolej rzeczy

 

„gwiazdka z ziemi”

Gwiazdka z ziemi

odwiedziła mnie dzisiaj

niebiańsko ubrana

z zakrytą twarzą

srebro jej oczu

przebiło się przez

chustkę

a jej letnie spojrzenie

mnie zmroziło

od tyłu wyglądała

całkiem jak

niebo

 

„rękawiczka”

Zawsze bałam się

Pokazać dłoń bez rękawiczki

Wyglądała wtedy nieprawdziwie

Jak ta w której się trzyma

Zabawkową broń

I plastikową lalkę

A ja naprawdę chcę

Zabić

I naprawę się

Pobawić

 

II miejsce godło: Stawiam na Anatola B. – Patryk Kosenda z Krakowa

I

mroczna strona przemysłu rybnego

ahoj szanowna kawalerio

na dzisiejszym zebraniu fingujemy

chmurne korelaty proszą się żeby

je wytresować przede wszystkim zawsze

rzucaj pierwszy tym co chciałbyś mieć

pod ręką lepkim kamieniem calowym

odległość rośnie między wersami tak

oznajmia pismo które drzemy na równe

kawałeczki i wyrzucamy w butelce po

oranżadzie do oszalałego oceanu na

naszą miarę.

nie jest pan siewcą w naszym typie.

nie jest pan siecią na naszą marę.

daleko panu do rozklekotanej wędki

nie rozpuścił pan nawet zarzewia pomysłu

pan w pustce widzi szansę

a za to grozi

bezludność.

to pogłaszczmy się pomyleni po czuprynkach

oddajmy głos na rybę która połknęła jonasza

jest doświadczenie jest historia

przecież ledwo co uniknęła paszczki

lewiatana facet zawsze potem zarzekał się

że nie żywi urazy i jaroszy szanuje.

ja ikara nie widziałam

nie wiem co dalej że

przyjdzie kolejny obraz jego

upadku wiersz który

podważy swoje prawo do bycia.

to za naszą dumę kawalerio jest powodem do dumy

za nierozwiązanie rozwiązalnego za odcienie mrzonek

hej ho do dna cała naprzód.

 

II

niepoznaka

poeta staje się opcją kursem

na mięciutkie podbrzusza

nędznych psów z rodowodem

zamarzyła mi się kolekcja dyplomów

z dzieciństwa możesz je ukraść zróżnicowanej

grupie gówniarzy o ile tradycja nie pożarła

własnych śmieci.

czemu obcy zabrał kapuśniak

a zostawił twoje wiersze?

wiesz że z każdym dniem ubywa postu

czy to nie piękne

może to tylko wymaginacje może

na bezwodziu

ślina woda.

 

III

pięciokąty i sześciokąty

Czy chce pani zakupić jakąś twarz?

niech nawet wypłynie teraz liryka

miłosna wszystkich wodnych łamistrajków

czy rum wpychany w ich rozmontowane

gardła zachowuje swoje wartości odżywcze

czekanie to świadectwo choroby więc

nie wiemy i płyniemy słuchając

znaków dymnych.

na miejscu zastaliśmy klasyczne rozdwojenie

kaźni wszędzie walały się slogany było to

na czyjś sposób straszne ale nie w twojej

estetyce pewnie byś tupała w rytm masztu

ze śmiechu zaczęłabyś się tarzać po bocianim

gnieździe zacierając ślady pamięci

zbiorowej katorgi

i kata śpiewałabyś bella giallo bella wymachując

modnie rękami jak stary papież technicznie

dlatego nie pływasz do wezwań pod

naszą obronę.

cholernie kanciasta szalupa.

Ofiara: Vaysha

Imię matki: Vorgeschichte

Imię ojca: Nachgeschichte

Motyw: awans z epizodu na drugi plan

Cena twarzy: ???

 

III miejsce godło: Cigarettes after sex – Kacper Płusa z Łodzi

 

pokolenie post

urodziłem się jak każdy w pierwszej połowie lat dziewięćdziesiątych w szpitalu powiatowym

małego miasteczka. poród wywołał powikłania. jeden w skali abgara w skóra jak czysta kartka.

gdybym cokolwiek z tego pamiętał, to byłaby to rozdarta morda pijanego w trzy dupy lekarza.

jeżeli tak się zaczyna, kończy się na wiadrze z uryną. dobrze, że nie wyrosłem na skurwysyna.

moje pokolenie pracuje na uładzony napis nagrobny, robi sobie za życia czarno-białe zdjęcia

na tle samochodu albo dziewczyny. te czyste kwiaty zła i półprodukty przemysłu tekstylnego,

co wchłonął literaturę. czy biała pieśń neurotycznego wariata nadaje się na napis na koszulce?

baudelaire przewraca się w grobie a ginsberg wciąga nosem własne ciało pod postacią prochu.

bo mamy wegetariański umysł. tak, boimy się siebie, boimy się rzucić mięsem i podnieść głos

znad kartki, znad zmagań z własnym cieniem. widziałem palarnie uczelni. pachną smakowym

wkładem. usta, w których zebrało się śliny za mało na bełkot. o, potykają się o wspólny język.

widziałem także oddział anorektyczek, co śpiewały pod prysznicem, że kości zostały rzucone.

od pewnego czasu nie wierzę nowej poezji w ani jedno słowo.

 

tak mi się śnisz

tak mi się śnisz. którejś nocy spłonął stół w ogrodzie za domem, my byliśmy zbyt zajęci sobą,

by to zauważyć. została z niego garść popiołu. zobaczyłem go, kiedy rano wyszedłem na taras

po ogień. Mówiłaś mi, że po śmierci chcesz być skremowana. a jeśli jestem tym, co przyszedł

podpalić dom? biorę twoje ciało do ust. tak, jeszcze pachniesz pościelą, kobietą. zaciągam się.

we śnie. muszę wejść w głąb lasu, szukać cię ziarenko po ziarenku. wiem, całej cię nie znajdę,

ale mogę zbierać fragmenty włosa, ulubionych pieprzyków i blizn. sam narysowałem tę mapę

językiem i dłońmi. bo jesteś taka jak sklep kolonialny pełen przypraw z egzotycznych krajów.

budzisz tęsknotę, kusisz mnie nieznanym, grzechem. rano zostaję otwarty na poznanie świata.

 

oddam ci z podwiązką

jak chociażby leśmian, stosowny na tę  lub inną okazję, wtóruje wierszem o kruszeniu murów.

za każdym razem, kiedy z tobą rozmawiam, mój głos brzmi na pustyniach ursynowa i retkinii.

dociera głęboko w las. a ja mam nadzieję, że po drugiej stronie słuchawki bije sztuczne serce,

impuls elektryczny. czy opowiadanie o sennych koszmarach jest ostatnim widzeniem wariata?

wybacz, że przyglądałam się znad okularów. chciałbym rozbić to szkło, co leży między nami.

posklejam odłamki, wypijmy z nich wino. ono otworzy nas na prawdę, czyste intencje i myśli.

zabierz mi oczy i ostrość widzenia. daj się zagubić w zakamarkach skóry, przy zapięciu sukni.

mam w sobie blizny, które może zagoić twoja szminka, niech jej smak gości na ciele i w krwi.

możesz być pewna, kiedy przyjdzie czas, każdy napięty mięsień, nerw oddam ci z podwiązką.

 

Wyróżnienie godło:  ELEONORA -  Magdalena Cybulska z Łodzi

***

Kamienica o chropowatej i suchej skórze. Pod jej paznokciami cegły, gołębie pióra i

słonina dla sikorek. Przedwojenny baobab. W jej wnętrzu skrzypiące schody, dziecięce

tajemnice, światło i cień z płócien Rembrandta. Śmierdzi kotami. Jakaś kobieta

codziennie nakłada jedzenie do ich misek. Wtedy zaczynam wierzyć w świat dobry i

sprawiedliwy. Co rzadko mi się zdarza. Choć Bóg mieszka niedaleko, pod gotyckim

dachem, w asyście barokowych aniołów. Z góry zbiega pies. Mały i dzielny. Zaciekle

szczeka na cały pejzaż. Dziurawy i mokry, z dużą ilością rys i zadrapań. Nad wejściem wisi

smok. Ale nie posądzaj go o magię. Zardzewiały. W kieszeni kobiecego płaszcza

podskakuje różaniec. Czarne koraliki i chrupki dla kotów.

 

Wyróżnienie godło: KRUK – Mirosław Kowalski z Mysłowic

STACJA

Nasze yellowstone zaczyna się nad przemszą

tam gdzie biała wpada do czarnej

a kulawy Józek

wynosi bezzwrotne butelki

omija uparcie osiedlowe śmietniki

z dziada pradziada butelki w łozinach

na stacji myslovitz

pociągi przystają na krótko

bardzo służbowo

jakby zawstydzone znajomością z kimś

komu się nie powiodło

w podupadłych rynnach

wiatr wygwizduje melodie byle jakie

takie same jak w józkowych butelkach

najszarsze odcienie szarości

na stacji

ale kiedy patrzeć – przez szarość

gniazdko kawek za rynną

w łozinach

za stertą bezzwrotnych butelek

jak los na loterii – zawilce

nikt nie wie że na hałdach

w szuwarach przy zarosłych osadnikach

czcimy świętego zimorodka

nasze yellowstone zaczyna się na przemszą

 

Wyróżnienie godło: URWIPOŁEĆ – Krzysztof Szubzda z Białegostoku

Pamiętam tamte poranki,

gdy dziadek robił kiełbasę.

najpierw coś wlewał do szklanki

i śpiewał „Godzinki” basem.

Jutrznia łopatką pachnąca,

gorczycą, kminkiem i czosnkiem

niosła się, niosła bez końca

od kuchni po całym domostwie.

Czasami flaka psalmodia

zrywała się, z którejś strony,

więc wiązał ją dziadek Wołodia

na sznurek z antyfony.

Aż w końcu docierał do pieśni

„Z pokłonem Panno Święta…”

dopiero wtedy, nie wcześniej

zakładał powoli pęta

na całą długość kija

i wieszał ostrożnie na ścianę.

potem ze szklanki dopijał

i śpiewał ostatnie: „Amen”.

Dalej kiełbasa już sama

wieczorem, w noc, o poranku

hymny wędzone śpiewała

i psalmy z majeranku.

Partnerzy

 

Evergroup_logo