laureaci 2014

Sprostać wierszem 2014 - wiersze nagrodzone.

I miejsce - godło: Anatomia i topografia - Krzysztof Tomanek

II miejsce - godło: Jezyk drzew - Paweł Kobylewski

III miejsce - godło: Laura Palmer - Agnieszka Moroz

wyróżnienia:

godło: Hortensja - Grażyna Janota

godło: Violete - Joanna Pisarska

godło: Aleksander - Michał Baczyński

 

I miejsce - godło: Anatomia i topografia - Krzysztof Tomanek


***
to co było ulicą, domki, które schodziły niżej,
miła opowieść, która nie może zatrzymać osamotnienia.
samochody na podjazdach i obiecanki, całowanie w usta,
są zbyt czerwone, zbyt śliskie.

więcej drzew, drzew, drzewa i zapominanie jakie przynoszą
o tej porze roku, dnia
zanim upał zechce, póki jeszcze nie. zapominają
i ruch, szelest, którego nie ma gdzie indziej.
piękne usta, łagodne linie chłopaków
skrepowanych nagością,
zupełnie niepotrzebnie.

to nie może prowadzić dokądś, wbrew powrotom,
które próbuje zatrzymać cała aleja
(kasztanowców i dalej topoli). te usta wymykają się,
pozostają jasne, jakby były czymś obcym i chłodnym,

moje małe, nienachalne córeczki, które cieszą się,
poszukują sprzymierzeńców, wysokich topoli
i kasztanowców.


***

żeby polubić obcy kraj muszę zobaczyć jego odbicie w wodzie.
muszę zobaczyć jego morze, choć słowo: „jego” to nie jest dobre słowo
i nie z powodu, że jest zachłanne ale dlatego, że pojedyncze.
i nawet (w drugiej połowie listopada), kiedy molochy hoteli zabierają słońce,
potrafię odnaleźć liczne chwile nieswojej radości, potrafię
znaleźć to wszystko co działo się tu dobrego przez lato.

morze jest tym co da się powiedzieć o nas najlepszego,
o nas, kiedy jedziemy w wagonikach metra
między dwiema stacjami – arts-loi, a trone.
nawet w irytujących mnie potwornie, twarzach studentów.
widzę jak siedzą w sieciówkach restauracji, które
nie różnią się niczym od siebie.

to chyba niezdrowy odruch ale wolę obawę
jaką budzą we mnie emigranci z afryki północnej,
kopiący piłkę na ulicach peryferyjnych dzielnic.
płoszą się kiedy przyłapać ich blisko,
widzę ich w okolicach lotnisk w uniformach
firm sprzątających. ale to nie istotne
jest dziś tutaj. na plaży w ostendzie
jeździec galopuje na koniu, końskie kopyta wydają tętent.
piasek; olbrzymie płaty plaży są twarde,
nie sposób się zapaść. słonce nie osusza tak skutecznie,
tak szybko jak latem.

w cieniu, który rzucają wielopiętrowe hotele,
można się zorientować, że kiedy słońce nieco osłabnie,
powietrze stanie się lodowate. wykonuję ci fotografię.
stoisz po lewej, za tobą w głębi plaży galopuje ten sam jeździec,
teraz wraca. ubrany jest w kostium dżokeja
i dosiada konia podobnie jak czynią to jeźdźcy podczas grand derby
(chyba trenuje). tam gdzie kończy się piasek,
w górnej części zdjęcia,
na zawieszonym nad plażą bulwarze, przejeżdża tramwaj
(jeździ tu wzdłuż wybrzeża).

potem ty „robisz mi” zdjęcie
na tle samotnego domu otoczonego morską trawą.
proszę cię o to, bo żywo przypomina mi to pejzaż (jeden z obrazów hopper'a),
którego tytułu nie mogę sobie przypomnieć, zresztą nie mam pewności
czy jest taki obraz, czy na pewno istnieje.

używam do tego słowa: ojczyzna (w zabawie),
ale ono tylko trochę dociera; próbuje określać czego szuka tu moje ciało.
te pasma zawieszenia, chwile,
w których znikam, i nawet nie mam pewności o czym myślałem,
co działo się w istocie wtedy ze mną.

to mogą być rzędy garaży przy nasypie, przy torowisku,
albo plaża kiedy robi się już naprawdę zimno, i czekam,
przez dłuższy czas nie przejechał żaden tramwaj.
małe ptaki, których nie znam, suną wzdłuż resztek spienionej wody.
podobne do tych ostatnich momentów fali, kiedy ta staje się tylko wodą,
zatrzymuje się i po chwili spada z powrotem w morze,
wraca (to nie jest dobre słowo); zostaje.


***

nisze głębszego chłodu przy ścianach wysokich kamienic,
krawędź dachu przecina tę linie jaskrawości.
sflaczałe parasole przy hotelach
(jak koniec sezonu),
zniewalają w kazirodztwie. uwielbieniu
podobnych rzeczy do ciebie, do mnie
(z tego chłodu, w jaki zapadają się biodra
i palce wędrujące we włosy. śmieszne palce).

ilekroć rozchodziliśmy się pod czystym promieniem chłodnego wybrzeża.
prostych cięgien i wody
(a może tylko wody, na którą kładę swój policzek).
czego się wstydzę bardziej. przecież nie ciemnych miast,
równej pory, przy której zapalasz się w witrynach.
kocham tę twardość. sprzeciw
jak kość o kość, długą ulicę (na której odbija się tramwaj).

dłuższe odcinki tuż za miastem.
obszerne fragmenty, cierpkie obwodnice (z oddalenia podobne,
jak pręga smutku).
i nawet gdyby powtarzać je, toasty,
przywracać w minach. nie pozostawi to niczego
ponad komentarz; całą pewność,
chełpliwą litanię dzieci, wnuków,
intratnych kontraktów zawieranych w podnieceniu
(tę lśniącą krawędź kurtki).

 


 

II miejsce - godło: Jezyk drzew - Paweł Kobylewski

 

język drzew


gdybyś przyszedł do mnie tej jesieni Anno Domini 2013 i zapytał co stało się z
naszym cedrowym lasem odpowiedziałabym ci że nie wiem podobnie jak wtedy
kiedy pytałeś mnie o język drzew i o to co mieszka w nas i rośnie

odpowiedziałabym ci że słyszałem jak ogień na przedmieściach trawił korony
tamtych poetów przeklętych pośród gęstej ławicy złotych liści

odpowiedziałabym ci też że widziałam jak wiatr porywał ich głowy i wiersze
i rozbijał o skały a potem nagle cichł

gdybyś przyszedł do mnie tej jesieni Anno Domini 2013 i zapytał co stało się z
naszym cedrowym lasem pokazałabym ci stół okrągły kilka pustych krzeseł
radio z pawim oczkiem i tę oto biblioteczkę pełną czarnych kruków

 

te wiersze

"posadziłem moje wiersze w twoich sarnich oczach,
nie zapomnij ich podlać”

to te wiersze które pochowałem raz na zawsze tutaj w lesie
to te wiersze trędowate chrome niewidome
to te wiersze bez oczu bez języka i bez dłoni
pochowałem jak się chowa trupy i odszedłem

pochowałem jak się chowa trupy raz na zawsze i odszedłem
szukać tamtych oczu sarnich i języka ciepłych dłoni
szukać krwi szukać śliny żółci rwącej spermy
a nie tylko czarnych liter trupich stronic

tylko czarnych liter trupich stronic i nic więcej
nie wierzyłem w to że one kiedyś tak ożyją tak rozkwitną
w to że one kiedyś wstaną pójdą i zapłoną
w naszych oczach na języku i na dłoni tutaj w lesie

nie wierzyłem w to że one kiedyś tak ożyją więc odszedłem
bo myślałem że to koniec jest zwyczajnie tak jak wszystkich
bo myślałem że to tylko echo jest niesione tylko echo
pośród czarnych liter trupich stronic i nic więcej

 

nowy sezon

 

ponoć sezon na dobre już się skończył podobnie jak i cała ta tętniąca zwierzyna
chciałem przynieść ci rój pszczół stado dzikich saren tamtego lata wybiegłem
z nożem powiedziano mi że sezon już się skończył i że nic tu po mnie

chodzę z nożem

chodzę z nożem po pustym ogrodzie po jej zimnej krwi razem z moim pieskiem
nasze krople tętnią powiedziano nam że sezon już się skończył i że dorwali
matkę w jej oczach wycięli przeręble

nawet nie zdążyła spojrzeć powiedziano mi żebym lepiej posprzątał żebym lepiej
zapomniał jej skórę rozłożyli przed wejściem zamówili orkiestrę
myśleli że sezon już się skończył

na dobre

 


 

III miejsce - godło: Laura Palmer - Agnieszka Moroz

 

Przy twoim łóżku


To ja Alice
siedzę przy twoim łóżku czekając na cud
Mam nieodparte wrażenie że ktoś kręci to kamerą
i jeśli po śmierci
swoje życie ogląda się jak film
scenie tej towarzyszyć będzie piosenka Heart Shaped Box
i tykanie mojego serca

Marny ze mnie materiał na bohatera
Nie odnajduję się w roli
skomplikowanego wewnętrznie podmiotu
który reżyser długo przechowuje na jednej z tych półek
za najgęstszymi pajęczynami
by w końcu go wyciągnąć i pokazywać pod światło
W kolejnych ujęciach
przyjmuję tysiąc niekontrolowanych póz
nad twoim łóżkiem zwisam
jak nad przepaścią
z której machają już do mnie znajome dłonie
o nad wyraz krótkich papilarnych liniach

Najgłupsza wizja nagle jest realna
boli jak zdjęcie z Beksińskim palącym własne obrazy
i chciałoby się tam wskoczyć żeby ratować co się da
zagłuszyć widok wrzaskiem jak w regresywnej terapii Janova
lub śnie z którego budzi się zawsze w takim momencie
by nie zobaczyć co wydarzyło się dalej

Dlatego jeśli naprawdę zacznę się bać
pozwól mi cofnąć film
podnieść ci powieki
i spływającą w ciebie kroplę zawrócić do plastikowego worka
tak by widzowie nigdy się nie dowiedzieli
że Alice to tylko mała dziewczynka
chowająca się za gazetą
i papierowym kubkiem kawy

 

Stan równowagi


Mężczyzna który idzie ulicą trzymając otwarte piwo i papierosa
może osiągnąć wszystko
W pogardzie mając władców pieczątek i bloczków z mandatami
zagaduje do dziewczyn których nie lubił w podstawówce
bo w końcu wyrosły na kobiety o ciałach modelek
i pewnie wyda się im interesujący
Jest trochę jak Eliot na starych fotografiach
w końcu też pali i nosi okulary
(pożyczone na rozmowę o pracę
lecz ten szczegół pozostanie niedopowiedzeniem)

Mężczyzna który idzie ulicą z otwartym piwem i papierosem
do komunikacji ze światem ma zestaw sześciu słów
zawsze jest rozumiany
W jego kieszeni klucz pobrzękuje i tajemnicze blaszane pudełko
więc schowaj cv z sześcioma językami
i przestań gapić się dziewczynko
jeśli nie chcesz zobaczyć jak idealnie te przedmioty
wieczorem składają się na całość

 

Ostatni wywiad


Oglądasz ostatni wywiad z Heathem Ledgerem
i nagle czujesz jak w środku puszczają ci szwy
najpierw nie umiesz nazwać tego uczucia
w końcu rozumiesz że od początku patrzyłaś na siebie
Znasz ten tępy moment
kiedy przestaje się kontrolować drapanie
a oczy niebezpiecznie błyszczą
i trzeba szybko mnożyć by zahamować odruch

Odkąd tkwisz w tym letargu
jesteś jak przerażony joker
Rysujesz wielki uśmiech szminką
zbyt tanią by mógł przetrwać do wieczora
wcielasz się w damę lub królową kier
w nocy zrywasz i bardzo szybko biegasz po pokoju

Mówią że jeśli w kadrze pojawi się pistolet
w końcu na pewno wystrzeli
dlatego Heath nie powinien siadać obok plakatu
I’m not there
a ty pisać na kopercie gdyby coś mi się stało
Teraz już wiesz
trudno byłoby o happy end

I chociaż boisz się huku
wierzysz
że kiedy strzelisz
nie zdążysz go usłyszeć

 


 

wyróżnienia:

 

godło: Hortensja - Grażyna Janota

 

BEZSENNOŚĆ

w nocy słychać solarne lampy na krety
szczekanie z innej wsi
słychać coś w trawie powietrzu
trzaskanie rynny
na autostradzie klaksony
słychać jak opada mgła
dym z komina sąsiada
u mnie szumi kaloryfer
zamknięte okno
otworzyć mogę nocą


***


między kuchnią a sypialnią
jest droga wolnego przebiegu
kursuje nią wiele razy
często zatrzymuję się
mam wtedy lepsze myśli i słowa
warte zapisania
czasem zbyt długo ślęczę
kartka tego nie lubi
długopis dla praworęcznych buntuje się
wkładam go w pojemnik na jajko


RACHUNEK SUMIENIA


woda rodzi kamienie i trawę
rosną do poziomu morza dorodne skały
wytrawne urwiska
woda rodzi ciężkie ryby tłuste grzbiety mew
ogrody raf
woda wydaje perły na wagę
wraki statków do analiz
zmienia stan skupienia
czasem odbija niebo
(dla niektórych tylko raz)

 


 

godło: Violete - Joanna Pisarska

 

Wieczór

kochaj mnie rozdartą na niebo
i świat
Irena Słomińska

to tylko ręce
choć obejmują mnie jak wszechświat
który rozszerza się i kurczy
chwytając oddech pomiędzy kolejnymi
zachodami
w purpurze i turkusach niedościgniony
wymykasz się arkanom pojęć
gdy w twoich dłoniach przepoczwarzam się
i rosnę

to tylko słowa
choć rodzą słońce do kolejnego obiegu
wokół pluszowych nocy
kłutych kaszlem
z krtani chorej na samotność
gdy sytość i głód stają się tym samym
a złoto świeci przez zamknięte powieki

to tylko oczy
choć zapalam się w nich
na następną wieczność

 

Pociąg

 

biały obłok, rozstanie, łączy nas ze światem
Ryszard Krynicki


odchodzisz taki lekki
jakbyś nie dźwigał w sobie kamienia
równego ciężarem kilometrom szyn
kamiennego dzwonu bez serca

jakbyś niósł obłok co rozkwitł bezdźwięcznie
białą watą zamykając nam usta
żeby nie dźwigały stukotu metalu o metal

nasze usta miękkie o poranku
gdy świat wstaje z bezpowrotnego snu
a pociągi nie przestają odjeżdżać
jeszcze cięższe niż wczoraj

 

Czytając Georga Trakla


listopadowy wieczór
ciemne krople opadają na parapet
niczym trąd z wysmukłych ciał
siostry i brata

po tej stronie mały krąg światła
na jasnej pościeli
wieczorne myśli krążą wokół jabłoni
obranych z jabłek
i deszczu przesiąkającego
przez żółte gałęzie modrzewi

za ścianą kaszel
nasila się
przed świtem

 


 

godło: Aleksander - Michał Baczyński

 


 

Oprócz regulaminowych nagród i wyróżnień, Jury zwrócilo uwagę na następujące zestawy wierszy i pojedyncze wiersze:

za zestaw:
godło:

BERG 
SZAFRANKA
PIERNIK Z KREDENSU
PRZEDWIOŚNIE
KENOZOIK

za poszczególne wiersze:
godło:

ŚWIAT W OBRAZKACH
KTYŚ
SECOND LIFE SYNDROM
SANCZO PANCZO
MANON
ZOO
SZCZEŻUJA
ZNAKI ZAPYTANIA
TRAVIS


 

 

 

Partnerzy

 

Evergroup_logo